Chris&Vitold – nowa płyta „Prawie Akustycznie”

Opublikowane przez Redaktor, 30.06.2014 r. o godz. 08:01     [aktualizacja: 27.02.2019 r. o godz. 20:39]

Chris&Vitold – nowa płyta „Prawie Akustycznie”

Rozmowa z przedstawicielem duetu Chris&Vitold – Chrisem Bazanem wokalistą. Duet ten powstał dwa lata temu i wydał płytę „Prawie akustycznie”. W duecie oprócz Chrisa jest współzałożyciel i gitarzysta zespołu Pectus, obecnie niegrający już w tym zespole Witold Paśko. Chris Bazan wspólnie z Witoldem Paśko odważnie zmierzyli się z perełkami muzyki, którą każdy zna. Na płycie można posłuchać wspaniałego śpiewu Chrisa i perfekcyjne szarpnięcia strun przez Witka. Warto przeczytać ten wywiad i zdobyć płytę, której wydawcą jest Tomasz Filipkowski.

 

O płycie mówi Chris Bazan – wokalista zespołu:

 

 

Powiedz słów kilka o was, tak aby czytelnicy zapoznali się z Wami. Słuchając Waszej muzyki odnieść można wrażenie, że jest wielu instrumentalistów.

 

Nasza współpraca zaczęła się dwa lata temu w roku 2012. Witek zadzwonił do mnie z propozycją wspólnego projektu. Zaczęliśmy od znanych coverów. Wszystkie próby postanowiliśmy nagrywać, by wyłonić niedociągnięcia i sprawdzić czy tego da się w ogóle słuchać, hehe… Pod koniec roku 2012 kolega Witka – Tomek Filipkowski po przesłuchaniu nagranych przez nas utworów zapytał: „… Dlaczego nie nagrywacie płyty?”. Wiadomo, że zawsze jest problem ze sponsoringiem. Tomasz pomógł rozwiązać ten dylemat, znalazł środki na wydanie płyty i w lutym 2013 roku zaczęliśmy pracę nad albumem „Prawie Akustycznie”. Wybraliśmy wtedy dziesięć utworów, z czasem doszły jeszcze dwie perełki. Miało się znaleźć na płycie 12 utworów, ale w efekcie finalnym zamknęliśmy album na jedenastu utworach. Witek Paśko kiedyś grał w zespole Pectus i był współzałożycielem tej grupy. Ponadto grał z Justyną Steczkowską i kilkoma innymi formacjami z Rzeszowa oraz Podkarpacia. Jeśli chodzi o mnie to ja zawsze byłem indywidualistą, ale współpracowałem również z takimi grupami rockowymi jak: Mr. Pollack, Akron, Anaconda. Trzynaście lat temu wystąpiłem w programie „Droga do gwiazd” stacji TVN i doszedłem do finału, a dwa lata przywiozłem z Opola statuetkę „Internetowy Debiut Opole 2012” i to jest chyba tyle w skrócie na mój temat. Obecnie tworzymy duet Chris&Vitold, ale nie wykluczamy poszerzenia składu.

 

Gdzie została nagrana najnowsza wasza płyta „Prawie akustycznie”, bo to ciekawa sprawa i kiedy była wydana?

 

Powiem wprost – u mnie w domu. W pokoju gdzie przez rok czasu trwały intensywne prace nad aranżacjami, sesjami, miksem i częściowym masteringiem. Finalny mastering miał miejsce w Warszawie u mojego przyjaciela Piotra Olejarza. Jeśli chodzi o wydanie tej płyty to było to jaki ś miesiąc przed premierą, która odbyła się w Polskim Radiu Rzeszów. Z tego miejsca chcemy podziękować Maćkowi Gnatowskiemu i Jerzemu Szlachcie z Radia Rzeszów, za pomoc w przygotowaniu premiery i w rozpropagowaniu naszego albumu. Zobaczymy, jak dalej to się potoczy, bo nie jest łatwo wejść na rynek muzyczny w dzisiejszych czasach – takie są realia. Ważne jest jedno, wydaliśmy dobrą płytę, która cieszy się uznaniem wśród coraz większej rzeszy naszych słuchaczy.

 

Wiele zespołów używa gotowych sampli czy bitów, a jak jest u Was czy sami tworzycie je?

 

U nas nie ma czegoś takiego jak „bity” czy „loopy”. Jest to strikte żywa muzyka tworzona i grana przy pomocy rąk i palców na strunach i klawiszach oraz ludzkiego głosu. Każda nutka została nagrana przez nas. W bardziej rozbudowanych aranżacjach użyłem instrumentów wirtualnych. Dotyczy to głównie smyczków, basów, bębnów oraz chóru który „zaśpiewał”w refrenach „Dziwny jest ten świat”. Kilka utworów zagraliśmy też bez metronomu co dyskwalifikuje wszelkie bity. Ma to swoje plusy, … muzyka brzmi, tak jak byśmy ją grali na żywo na koncercie, co bardziej nas zbliża do słuchacza.

 

Jak Twoim zdaniem jest czy aranżacje zaprezentowane na tej płycie odbiegają od oryginałów?

 

Zamierzenie było dwojakie. Część utworów staraliśmy się utrzymać jak najbliżej aranżacji oryginału z naciskiem na unowocześnienie brzmienia. Mam tutaj na myśli głównie dwa utwory; „High Enough” i „Forever”. Jest dwa utwory takie, gdzie staraliśmy się utrzymać formę utworu, ale zrobiliśmy inną aranżację. Mam tutaj na myśli „Soldier of Fortune” i „Run to You”, w którym zrobiliśmy intro przechodzące w pierwsze takty utworu i nowe riffy gitary.  W utworze „Soldier of Fortune” jest brzmienie typowo akustyczne, gdzie zamiast hammondów wgrałem smyczki, gitara akustyczna, bas i instrumenty perkusyjne nadają nowego wymiaru tej piosence. W innych utworach postanowiliśmy wzbogacić aranżacje o inne instrumenty by ujednolicić cały materiał na płycie.

 

Jeśli chodzi o dobór repertuaru, bo są to starsze utwory. Czy to wynika z sentymentu lat młodzieńczych?

 

Staraliśmy się wybierać utwory melodyjne ale i utrzymane w jednej konwencji. Faktem jest, że każdy utwór na tej płycie nosi znamiona hitu. Chcieliśmy dotrzeć do słuchacza poprzez dobry i mądry tekst oraz melodię  wpadającą w ucho, co właśnie jest cechą dobrego hitu.

 

A nie baliście się zmierzyć z potęgą tych utworów, bo były to hity i nadal są?

 

Nie ukrywam, że chwile zwątpienia się pojawiły (przynajmniej u mnie). Ja miałem dylemat głównie z jednym utworem – „High Enough” Damn Yankees, zadawałem sobie jedno pytanie; czy ja to udźwignę wokalnie. W tym utworze wokale są bardzo wysokie, w dużej mierze przewyższają przeciętną skalę męską. Staraliśmy się wszystkie utwory zrobić w tonacjach oryginalnych, bądź tych w których grali ci wykonawcy na koncertach. Jeśli była to tonacja fis, to u nas również taką zastosowaliśmy co nie jest prostą sprawą jeśli chodzi o wokal i instrumenty akustyczne.

 

Co dalej czy macie zamiar stworzyć coś własnego?

 

Owszem, żeby zaistnieć na rynku muzycznym trzeba mieć własne utwory, bo covery można grać przez wiele lat i nic z tego wielkiego nie wynika – mówię tu głównie o naszym kraju. Za granicą jest to trochę inaczej postrzegane. To jest nasza pierwsza płyta i na taką formę się zdecydowaliśmy. W przyszłości na pewno pojawią się nasze autorskie utwory. Mam kilka kompozycji z napisanym tekstem, a w głowie jest burza pomysłów, które czekają na realizację.

 

Wyczytałem na płycie, że utwór „Hallelujah” Leonarda Cohena dedykujesz pamięci Jerzego Kielara.

 

Tak. Ten utwór miałem zaśpiewać na pogrzebie Jerzego Kielara w marcu 2013 roku, ale z pewnych przyczyn nie mogłem  dojechać na uroczystość pogrzebową. Obiecałem jego córce Magdalenie, że zaśpiewam ten utwór na płycie w ramach zadośćuczynienia oczywiście z dedykacją dla jej taty i słowa dotrzymałem.

 

Planujecie jakieś koncerty?

 

Z taką myślą zaczęliśmy z Witkiem naszą współpracę. Teraz po nagraniu płyty mamy dylemat; czy sami, czy powiększyć skład, bo chcąc zagrać te utwory z płyty – musi być większy, pełny band. Kiedy obserwuję naszą polską scenę muzyczną to coraz częściej zadaje sobie pytanie; czy w naszym kraju jest zapotrzebowanie na taką muzykę?

 

Dziękuję za rozmowę
Roman Rzońca

Dodaj komentarz