„Master” – powieść Magdy Skubisz o młodzieży…

Opublikowane przez Roman Rz, 29.09.2018 r. o godz. 12:12

„Master” – powieść Magdy Skubisz o młodzieży…

Książka pt. „Master” Magdy Skubisz to powieść o młodzieży, ale niekoniecznie dla młodzieży.

Streszczeniem treści jest fakt, że główny bohater ma dużo pieniędzy oraz nietypowych przyjaciół, z którymi uczęszcza do drugiej klasy ogólniaka. Luśka cierpi na trądzik i depresję, Burak to chłopak ze wsi, chronicznie woniejący obornikiem, a Katarzyna – zwana Rybą, za sprawą skłonności do wysokoprocentowych trunków – zmaga się z kryminalną przeszłością swoich rodziców, którzy odsiadują wyrok za przemyt.

 

Recenzja książki – autor Michalina Kawa:

 

Powieść, jak zawsze, gdy sięgam po dzieła tej autorki, nie zawiodła mnie. Uśmiałam się do łez.
Świetnie napisana. Sformułowania typu „dupiaste cherubinki, niczym nieletnie otyłe tancerki go-go” czy „utytłałem się jak owsik w gównie” są niczym perełki, niczym wisienki na torcie, przez które ta książka nabiera smaku i charakteru, jednocześnie będąc prześmieszną podróżą przez mrożące krew w żyłach perypetie bohaterów. To jest właśnie urok dobrze napisanych polskich książek – tego typu cudownych fragmencików nie znajdziemy w żadnym, nawet najlepszym tłumaczeniu (i nie obrażam tutaj tłumaczy, rzecz jasna).

 

Mamy ciekawą, trzymającą w napięciu fabułę, zmontowaną na zasadzie niedługich fragmentów przeplatanych tym, co w danym momencie robią inni bohaterowie, którzy w tej książce niemal w ogóle nie chodzą tymi samymi ścieżkami. Autorka trzyma nas w niepewności, urywając wątki w najbardziej znaczących dla nas momentach. 
Cudowni, ludzcy i prawdziwi bohaterowie zapadają w pamięć i dają się polubić jak mało którzy – właściwie kibicujemy im od pierwszych stron. Są ci sami, od pierwszej, zresztą również znakomitej części – „LO Story”, dlatego ja czekałam z wytęsknieniem na ich ponowne problemy i zmagania z paskudną rzeczywistością. Brzmi sadystycznie? No cóż.

 

Powieść ta różni się jednak od pozostałych trzech części. Jest jakby nieco dojrzalsza (nie ujmując niczego autorce, oczywiście) i wydaje się być spokojniejsza, przynajmniej na początku. Odniosłam także wrażenie, że jest w niej mniej przekleństw, co w żaden sposób jej nie pogarsza. Jest też bardziej zwarta w sobie, niedługa i w sumie kręcąca się całkowicie wokół głównego wątku, oscylująca w jego pobliżu i ta właśnie główna akcja miesza się ze wszystkimi wątkami pobocznymi. 

 

W tej książce poznajemy również sporo nowych bohaterów – a przynajmniej poznajemy ich lepiej niż wcześniej ich znaliśmy – bo czytamy powieść z drugiej strony, nie tej szkolnej, tylko tej mroczniejszej. Zakładając oczywiście, że może być coś mroczniejszego niż przemyskie liceum. 

 

Co mnie w powieści uderzyło, to brutalność, z jaką poczciwy Burak został niemalże usunięty z akcji, a przynajmniej od niej odsunięty. Rzuca mi się też w oczy fakt, że tak naprawdę tytułowego Mastera, choć dowiadujemy się, że był kluczowy dla akcji, nie ma wcale w tej książce zbyt dużo – ale w sumie co zrobić, skoro Kaśka ma po prostu ZA DUŻO problemów? A tak szczerze to kocham Kaśkę całym życiem, to zdecydowanie moja ulubiona bohaterka i cieszę się, że jak zawsze jest jej pełno, ale w tej części mnie zawiodła. Oficjalnie się nie zgadzam na związek z panem doktorem; co to, to nie. Pewnie po części rozumiem kierujące nią pobudki (chociaż po tej akcji z pieniędzmi to chyba jednak nie), ale trzeba wiedzieć, że jestem z tych czytelników, którzy akceptują jedynie jej związek z Haskalem. Koniec i kropka, jedyny prawilny i właściwy. W zasadzie jej wybaczam, niech sobie bryka jeśli chce, ale liczę na to, że powstanie piąta część, a w niej planom Ola stanie się zadość. Tak, wiem, jestem złym czytelnikiem lubiącym tylko swoje rozwiązania. Początkowo oburzał mnie również fakt związku Mastera z Nadią, bo wolałam go z Alą, bo Burak mnie zawsze obrzydzał, ale w końcu się z tym pogodziłam, być może dlatego, że Lusia nigdy po prostu nie była moją ulubioną bohaterką.

 

Podsumowując. Wspaniały humor, od którego łzy nie raz pociekną wam z oczu, idealnie skondensowane i wpasowujące się w kontekst przekleństwa, nadające akcji plastyczności, wigoru i w gruncie rze czy nawet adekwatności, cudownie mięsiste, obrazowe opisy, zaskakująca fabuła i bardzo rytmiczny, nie najprostszy język w porównaniu z wyrazistymi, dalekimi od ideału bohaterami to recepta na każdy smutny dzień i kwintesencja dobrej rozrywki w każdy inny. Gorąco zachęcam.

 

Autorka książki – Magdalena Skubisz, fot. Kacper Leśniewski

Dodaj komentarz