Praca i zaangażowanie

Opublikowane przez Redaktor, 26.04.2012 r. o godz. 06:07

Praca i zaangażowanie

Kazimierz Rak

Człowiek, który przez swoją pracę i zaangażowanie, wraz ze swoim wspólnikiem Julianem Orłowskim, zaszczepił w kolejnym pokoleniu dar tworzenia słodkich arcydzieł, które będą nam osładzać życie jeszcze przez wiele lat. Pasja i skromność, jak i miła atmosfera udziela się ludziom, którzy skosztowali chociaż raz słodkości z cukierni na Miodowej. Dowiedzmy się czegoś od Pana Kazimierza Raka, może ma jakiś tajny przepis na ciasto lub na udane życie ?

Mówi się, że słodycze to afrodyzjaki, czy Pan może to potwierdzić ?

Oczywiście, że tak. Słodycze to są afrodyzjaki, przede wszystkim wyroby czekoladowe i uważam, że zawartość cukru we krwi pobudza do działania, do myślenia, a przez to przyjemniej się żyje. Różni ludzie, różnie to interpretują, ale ja uważam, że trzeba od czasu do czasu zjeść coś słodkiego. Afrodyzjak, jako słodycz pobudza nie tylko zmysł smaku, ale ma wpływ na doznania wzrokowe, a co za tym idzie wpływa na wyobraźnię. Jeśli coś jest ładnie zrobione, to aż oczy same jedzą. Człowiek od razu czuje zadowolenie.

Czyli osładzanie życia ludziom, to jest pozytywna cecha ?

Myślę, że tak. Na pewno pozytywna, podanie tortu, czy innych ciast przy różnych okazjach typu wesela, urodziny, imieniny wiążą ludzi ze sobą, następuje miła atmosfera. Zawsze miło jest spotkać się przy ciasteczku i kawce, porozmawiać na różne tematy.

Julian Orłowski z synem

A co z odmawianiem sobie słodyczy ?

No tak, może taka sytuacja zaistnieć. Teraz, gdy pijemy razem kawę, ja nie używam cukru, bo się śmieję, że cukrownię mam swoją. Kto nie może cukru jeść, to na pewno nie je. W tej sytuacji można robić wyroby o zmniejszonej zawartości cukru. Są takie ciasta i wtedy ci ludzie właśnie takie rzeczy sobie kupują.

Co skłoniło Pana do bicia rekordu Guinnessa, i co to takiego było ?

Zawsze chciałem zrobić coś takiego, żeby się wyróżniało. Pierwszy raz robiliśmy w Jarosławiu na Rynku duży tort, ale nie zostało to wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa, chyba ktoś nie dopilnował swoich obowiązków. Kolejna próba była już do końca udana, ponieważ robiliśmy tort w kategorii „najwyższy tort”, ale bez żadnych stelaży, czy podpórek, ani żadnych sztucznych wzmocnień. Tort miał utrzymać się sam i miał być taki sam u góry, jak i u dołu. Również nie można było zrobić mocniejszej podstawy, czyli żeby tort na dole był twardszy, a górą bardziej miękki i lżejszy, musiał mieć równomierną konsystencję. Myśleliśmy nad tym długo, ale wymyśliliśmy pomysł, który polegał na tym, że wstawiliśmy słupki z czekolady, a to było dozwolone, bo czekolada była w przepisie tortu. Cały tort musiał być zjedzony, nie mógł zawierać sztucznych składników.  Był tylko pewien problem, że to wszystko odbywało się w maju, gdzie było okropnie gorąco w Hali na Podpromiu. Zrobiliśmy takie specjalne akwarium, a w środku było chłodzenie. Tam budowaliśmy kawałek po kawałku tort z uprzednio przygotowanych części, a wszystko na oczach publiczności – taki był wymóg. Po udanym zbudowaniu i zatwierdzeniu przez komisję wszyscy mogli zjeść ten tort. Miał 174 cm wysokości.

 

Ojcowie, synowie i zięćJak może Pan podsumować swoją działalność, czy to pasja ?

Ja nie widzą się w innym zawodzie, ja to czuję, ja to potrafię robić i nie boję się żadnego wyzwania. Przede wszystkim mam z kim to robić, mam wspaniałego wspólnika, jego dzieci i moje dzieci także tutaj pracują. W pewnym sensie jest to rodzinny biznes, biznes dwóch rodzin. Od 1977 roku pracujemy razem z Julianem Orłowskim i nie było tak nigdy, żeby idąc do domów nie podalibyśmy sobie ręki. Zawsze chcemy dojść do tego samego celu, ale ja inną drogą, a on inną, jednak cel jest ten sam. Zawsze znajdujemy wspólny kompromis i do tego celu dochodzimy.

 

Jaka cecha charakteru musi wyróżniać cukiernika ?

To jest tak, że cukiernik musi zachowywać etykę i dbać o czystość miejsca pracy. Musi poświęcać dużo czasu na wykonanie pewnych żmudnych prac, czyli musi być cierpliwy, i to, że czasem człowiek jest nerwowy to przy pracy musi zachować spokój. Przecież wykonujemy skomplikowane dekoracje, przy których trzeba być skoncentrowanym i jeśli coś się zepsuje nie trzeba się denerwować tylko jeszcze raz podjąć to wyzwanie i zrobić to tak, jak należy. Co jeszcze, na pewno poczucie smaku, jakieś względy estetyczne, tak jak mówiłem wcześniej coś musi wyglądać, musi być ładne, żeby zachęcić do kupienia. Z biegiem lat widzę, że trzeba mieć również odpowiednie podejście do młodzieży, która kształci się w tej branży i która praktykuje. Czasem trzeba pochwalić, dać im coś do zrobienia, aby ta młoda osoba poczuła i była zachęcona do działania. Wtedy ten młody człowiek zaczyna się cieszyć tym co zrobił, i że został doceniony, a wtedy zostanie dobrym fachowcem.

A jakie były dziwaczne zamówienia, które wykonaliście ?

Zrobiliśmy tort w kształcie zderzaka do metra. Dostaliśmy rysunki i według tego zrobiliśmy ten tort, który ważył ok. 50 kg. Mieliśmy rządowe zamówienie na tort F-16, z okazji piątej rocznicy pobytu samolotów F-16 w Polsce. Tort ważył ok. 200 kg, była to miniatura prawdziwego samolotu. Pojechaliśmy z tym do Poznania i podczas, gdy wjeżdżaliśmy na Rynek nad nami przelatywały prawdziwe F-16, było to ogromne przeżycie. Co ciekawe tort był na specjalnej platformie wojskowej ciągnionej przez ciągnik, który używany jest do holowania prawdziwych samolotów.

 

SprzedawcaZdradzi nam Pan swoje tajemnice odnośnie udanego ciasta ?

Przede wszystkim doświadczenie i mocne podstawy. Ja miałem takie szczęście w swoim życiu, a mam już swoje lata, że pracowałem z mistrzami lwowskimi między innymi Pan Kruczek, Pan Bolek Szwagier, to byli tacy cukiernicy, którzy mieli tę etykę pracy, która wpływała na całokształt. Wszystko musiało być dobrze zrobione. Jest to zawód kreatywny, różne ciasta można łączyć ze sobą. Jeśli chodzi o tajemnicę, to nie mam takiej szczególnej, ważne jest podejście do klienta, jeśli chce zrobić coś niezwykłego. Dawniej jak robiliśmy, to wszystko było na wyczucie, trzeba było trzepnąć mąki do pieca i zaobserwować, czy ona się pali lub wkładało się rękę do piekarnika, żeby określić temperaturę. Teraz to mamy piece z regulacją temperatury i elektronika załatwia całą sprawę. Oczywiście mamy swoje receptury, których się trzymamy. Na przykład ciasto drożdżowe nie jest łatwym ciastem, bo drożdże to żywe grzyby, których ani nie można przegrzać, ani zaziębić. Najlepsza temperatura to ok. 34°C dla drożdży.

Powie nam Pan, jaki jest przepis na udane życie ?

Nie być konfliktowym, być uśmiechniętym. Pokonując jakieś problemy musimy być optymistycznie nastawieni. Zawsze wiem, że jeśli będę postępował w odpowiedni sposób, to to co robię to musi mi się udać. Nie można nikogo skreślać ze swojego życia. Myślę, że uśmiech na twarzy i optymizm to jest najważniejsza rzecz, to powinno cechować ludzi.

Kazimierz Rak z synem i zięciem

Jaka jest najbardziej pozytywna cecha charakteru człowieka ?

Przede wszystkim uczciwość, zaufanie do drugiego człowieka, nie przekraczanie pewnych barier zdrowego rozsądku. To są cechy najważniejsze, ale pracowitość też ma znaczenie. Ja pracowałem przez całe życie dosyć ciężko i uczę swoje dzieci, żeby też pracowały. Niektóre cechy mamy wrodzone, niektóre nabywamy, jak cierpliwość. Ta cecha w naszym zawodzie jest ważna, bo wykonujemy różne rzeczy, które wymagają od nas cierpliwości.  Człowiek zawsze może popełnić jakiś błąd, dlatego ważna jest pokora. Nigdy nie wychodzę przed szereg, nie wywyższam się.

Jak sobie radziliście w czasach, kiedy cukier był na kartki, czy nie brakowało wam tego produktu ?


ciasteczkaDużo na ten temat można by mówić, ale przeżyliśmy te czasy. Ciastek, które wymagały dużej ilości cukru robiliśmy mniej, a ciastka o mniejszej zawartości cukru robiliśmy więcej. Był też taki myk, że używaliśmy miodu sztucznego, który na półkach w sklepach był. Dodawaliśmy tego miodu i ciastka wychodziły tylko musieliśmy dodawać go więcej, bo on był mniej słodki niż cukier. Oczywiście nie do wszystkiego można było użyć miodu, ale do ciasta drożdżowego tak. Polak potrafi z każdej ciężkiej sytuacji wyjść obronną ręką. Robiąc lody nie mogliśmy dawać miodu sztucznego. Lody czekoladowe, bakaliowe robiliśmy dwa razy w tygodniu, w soboty i niedzielę, bo również nie wystarczało produktów, bo czekolada i bakalie też były na przydział.

 

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję.

Rozmawiał Roman Rzońca, fot. RRz

Dodaj komentarz