Film „Nieplanowane” – kilka słów po obejrzeniu

Opublikowane przez Roman Rz, 15.11.2019 r. o godz. 11:06

Film „Nieplanowane” – kilka słów po obejrzeniu

Film „Nieplanowane” to obraz, który opowiada historię Abby Johnson – dyrektor kliniki „giganta” wykonującego aborcję. Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Zobaczyła, jednak to coś, co zmieniło jej podejście do aborcji czyli zabijania, mordowania dzieci nienarodzonych. Po projekcji filmu w jednym z rzeszowskich kin przedstawiamy uwagi na gorąco jednego z rzeszowskich dziennikarzy.

 

„Film jest bezwzględnie wart obejrzenia, ba! to powinna być „lektura obowiązkowa” dla zwolenników aborcji (wątpię, czy skorzystają) i zwolenników, których umocni w ich postawie. Mnie kilka razy „złapał za gardło”. Główna bohaterka, Abby, po dwóch aborcjach, daje się złapać na lep propagandy organizacji Planned Parenthood (PP), że jej działalność służy kobietom, a jej celem jest… ograniczenie liczby aborcji. Przystaje do ekipy PP – najpierw jako wolontariuszka, później pracownica. Awansuje – aż do posady dyrektora jednej z klinik aborcyjnych prowadzonych przez PP. Co ciekawe, nie jest wojującą aborcjonistką. Wierzy, że klinika rzeczywiście pomaga kobietom w trudnej sytuacji. Są dwa momenty, które pozwalają jej przejrzeć na oczy. Jeden to wywód jej przełożonej na spotkaniu pracowników PP, która nakazuje zwiększyć liczbę dokonywanych aborcji. Abby coś tu nie gra – przecież wtłaczano im do głów, że PP chce ograniczyć liczbę aborcji. Zabiera głos, oponuje. Przełożona „po żołniersku” tłumaczy jej później, na czym polega istota działalności PP, porównując ją do McDonald’s. Najsłynniejsza na świecie sieć punktów sprzedających fast foody nie zarabia na hamburgerach, lecz na frytkach i napojach, które są sprzedawane z wysokimi marżami. W PP takim „produktem wysokomarżowym” jest aborcja. Podobnie jak w przypadku dr. Bernarda Nathansona, w Abby coś się przełamuje, gdy widzi zabijane dziecko na ekranie USG. Jest, porusza rączkami i nóżkami, a za chwilę… go nie ma. Wypada z sali do ubikacji, wymiotuje, płacze. To początek drogi nawrócenia…

 

Kluczowym momentem na drodze nawrócenia jest też spotkanie prolajferów, którzy przychodzą pod klinikę i próbują odwodzić te biedne dziewczyny, które przyjeżdżają tu, by dokonać aborcji, od tego kroku. Nie prawią „kazań”, nie osądzają… Po prostu są i próbują rozmawiać… Kiedy więc cały dotychczasowy świat Abby obraca się w gruzy, szuka wsparcia u nich. I to wsparcie otrzymuje. Godna zauważenia jest postawa męża i rodziców Abby. Nie akceptują aborcji, ale nie „suszą” jej głowy, a przede wszystkim (zwłaszcza rodzice) modlą się po cichu, by odeszła z PP. Modlitwy zostają wysłuchane… Abby dojrzewa do odejścia i odchodzi.

 

Ale taka organizacja jak Planned Parenthood nie przebacza. Wytacza Abby proces pod bzdurnymi zarzutami. I następuje happy end. Biblijny Dawid, czyli Abby, wygrywa przed sądem – z pomocą dobrego prawnika, który również jest przeciw aborcji – z potężnym Goliatem, za którym – co usiłuje jej wytłumaczyć (już wtedy była) przełożona – stoją wszelkie światowe potęgi, Soros, Gates i Buffett. Jedynym orężem Dawida jest prawda. I prawda zwycięża.

 

Uproszczona wizja? Może, ale takie są prawa kina.

Jedynym zgrzytem jest dla mnie scena, w której prolajferzy uczestniczą w obchodach Halloween. Może w USA nie przywiązuje się do tego wielkiej wagi, ale w Polsce dobrze rozumiemy, że to święto niewarte poparcia. Poza tym film nic by nie stracił, gdyby „halloweenowej” sceny po prostu nie było. Po ludzku patrząc, zamknąłbym teraz różnych Czarzastych i innych, plotących brednie o prawie wyboru kobiety, w jakiejś sali, przywiązałbym do krzesła i kazał oglądać obraz dziecka na USG – do skutku. Ale to nie byłby dobry pomysł. Nie tupmy na Pana Boga, by przemieniał serca tych zatwardziałych ludzi już, teraz, natychmiast. Raczej się za nich pomódlmy…”

 

 

Jaromir Kwiatkowski

 

Oficjalny zwiastun polski:

Dodaj komentarz