Jak zostać osobistą stylistką? – wywiad z Justyną Majewską

Opublikowane przez Krzysztof, 2.12.2020 r. o godz. 14:12     [aktualizacja: 4.12.2020 r. o godz. 15:25]

Justyna Majewska - jak zostać osobistą stylistką

Jak zostać osobistą stylistką? – wywiad z Justyną Majewską

Jak ubierają się kobiety na Podkarpaciu, czy stać nas na porady osobistej stylistki i jak zacząć pracę
w tym 
osobista stylisktazawodzie? – na nasze pytania odpowiada Justyna Majewska osobista stylistka z Rzeszowa.

 

 

 

Jako osobista stylistka z pewnością zwraca Pani uwagę
na to, co noszą ludzie dookoła. Jak ubierają się kobiety na
Podkarpaciu?

 

 

Brakuje mi więcej koloru i odwagi w stylizacjach. Ale widzę też sporo fantastycznie ubranych kobiet i to na nie zwracam swoją uwagę.

 

 

Rzeczywiście, nawet za granicą mówi się, że Polki są piękne, ale szare. Co powstrzymuje nas przed noszeniem kolorów?

 

Większość ludzi ma silną potrzebę dopasowania się do otoczenia. Jeśli wokół brakuje kolorowo ubranych osób, nam brakuje odwagi, by samemu się wyróżniać. Po drugie, nie znając swojego typu urody, boimy się kolorów, bo ich łączenie z początku wydaje się trudniejsze niż łączenie szarości i czerni. Kupowanie bazowych, klasycznych kolorów wydaje się nam też bardziej ekonomiczne. No i – tu wezmę Polki w obronie – wśród nas jest więcej typów urody, które faktycznie lepiej wyglądają w neutralnych, przygaszonych kolorach. Co nie znaczy, że te barwy muszą być nudne i smętne.

 

 

Na co dzień pomaga Pani odnaleźć kobietom styl, w którym będą się czuły ubrane, a nie przebrane. Na czym dokładnie polega praca osobistej stylistki?

 

Czasami na wykreowaniu (wyreżyserowaniu) spójnego wizerunku klienta, a czasami chodzi o zwykłą pomoc w stylowym (ciekawym, modnym, estetycznym) ubieraniu się. Dla mnie to jednak przede wszystkim wsparcie w stworzeniu takiej garderoby, która sprawia, że czujemy się w pełni sobą (i wyglądamy świetnie). Zakupy, przeglądy szafy, dobór kolorów do urody czy fasonów do sylwetki to tylko narzędzia i metody pracy.

 

 

Jak poznać, że ma się predyspozycje do tego zawodu?

 

Trzeba spróbować. Na przykład zaoferować koleżankom asystę w zakupach, posprzątać kilka szaf, wystylizować przyjaciółki. Ale jeśli na co dzień słyszymy sporo komplementów dotyczących naszych stylizacji, osoby z otoczenia szukają naszych modowych porad i są z nich zadowolone, a moda interesuje nas nie tylko w kontekście zakupów, to warto sobie dać szansę.

 

 

Jak zostać osobistą stylistką i jaka była Pani droga do tego zawodu?

 

Do mody „ciągnęło mnie” od najmłodszych lat, a w wieku nastoletnim doszło do tego zainteresowanie makijażem. Gdy mój brat zajął się fotografią, zostałam jego pierwszą modelką i wkrótce szykowałam do zdjęć swoje koleżanki. Ani się obejrzałam, jak zaczęłam pracować na coraz poważniejszych sesjach zdjęciowych – początkowo jako wizażystka, by w ostatnich latach skupić się wyłącznie na stylizacji. Równolegle skończyłam studia psychologiczne, roczną szkołę wizażu i stylizacji oraz kilka kursów. W pewnym momencie po prostu wiedziałam, że nie mogłabym już robić nic innego. Do wykonywania zawodu stylistki nie trzeba „papierka”, mnóstwo tu niezwykle zdolnych samouków. Nie mniej, zaczynać bez usystematyzowanej wiedzy w zakresie stylizacji i branżowego know-how będzie z pewnością trudniej. Czy trzeba dużo w siebie zainwestować? Tak. Nawet jeśli ominiemy formalną edukację, zapłacimy czasem poświęconym na błędy i naukę, nim nasza wiedza i umiejętności zaczną zarabiać. Trwa i kosztuje też zbudowanie zaufania klientów. Nie wystarczy powiesić plakietkę na drzwiach. Poza tym, tak jak w modzie, w tym zawodzie trzeba non stop trzymać rękę na pulsie.

 

 

Czego obawiała się Pani na początku swojej pracy?

 

Pierwszych spotkań i zderzenia się z oczekiwaniami i wyobrażeniami Klientów – te najstraszniejsze siedzą jednak zwykle tylko w naszej głowie. Większości osób zawód stylistki kojarzy się z lekkim, pełnym glamouru życiem, modą i błahostkami – tymczasem to praca niejednokrotnie wymagająca fizycznie i równie obciążająca psychicznie. Tu zawsze trzeba być na 100%, więc ważne by naprawdę kochać swoją pracę i klientów.

 

 

W takim razie przydaje się wiedza z zakresu psychologii. W jaki sposób wykorzystuje Pani swoje wykształcenie psychologiczne w pracy stylistki?

 

To praca z ludźmi – nie tylko z ich sylwetkami, ale także z ich przekonaniami na temat siebie, swojego wyglądu, mody i stylu. Kilkugodzinne zakupy z klientem to nie tylko fizycznie wyczerpujący maraton, ale także non stop prowadzone rozmowy, edukacja, negocjacje, bywa że zahaczające o elementy terapii/coachingu. Studia psychologiczne nie tylko pomogły mi lepiej wspierać klientów, ale czasami też obronić własny dobrostan. Tak, bywały i takie trudne momenty. To wymagający zawód. Dla osób wysoko wrażliwych i introwertycznych może być bardzo obciążający. Ale jeśli kochamy kontakt z drugim człowiekiem, daje ogromną satysfakcję.

 

 

Ubieranie kobiet wiąże się więc ze zderzeniem z ich wyobrażeniami o sobie. Czy tego typu poradnictwo leczy kompleksy?

 

Nasze atuty i mankamenty to zwykle dwie strony tego samego medalu. Np. mam szerokie ramiona, bo są szersze na tle bioder. Jednocześnie, dzięki takiej budowie ciała moim atutem są smukłe nogi. Czy potrafię docenić swoje nogi bardziej niż krytykować swoje ramiona? Uczę innego patrzenia na siebie – zamiast ukrywania kompleksów, podkreślam to, co w kimś najpiękniejsze, przez co kompleksy znikają w tle, łatwiej się z nimi pogodzić. Czy one znikają zupełnie? Pewnie nie. Dostrzegamy jednak, że mamy znacznie więcej plusów, a kompleksy biorą się z niezrozumienia dla swojej sylwetki i urody.

 

 

Porady stylistki wyglądają na ekskluzywne. Jak duży jest popyt na takie usługi w Rzeszowie?

 

Z pewnością jest to usługa luksusowa (nie pierwszej potrzeby), a jej wymagający charakter ma swoje odbicie w cenie. Natomiast, pomijając inwestycję we własne samopoczucie i wizerunek, usługi stylistki potrafią generować spore oszczędności czasu i pieniędzy – wystarczy pomyśleć o wszystkich ubraniach, które do tej pory założyłyśmy max 2 razy i zliczyć ich wartość. Bywa, że 1-2 nietrafione ubrania to równowartość dnia zakupów ze stylistką, a sprzedaż nienoszonych części garderoby zwróciłaby nam usługę przeglądu szafy. W naszym regionie do takiego podejścia do usług stylistki dopiero dojrzewamy.

 

 

W takim razie wizyta u osobistej stylistki to dobry pomysł na prezent.

 

To wręcz genialny pomysł na prezent, pod warunkiem, że osoba obdarowana sygnalizowała takie marzenie, zainteresowanie takimi usługami. Ale jeśli kupujemy usługi stylistki w dobrej wierze „bo komuś naprawdę potrzeba porady”, może to zostać źle odebrane i sprawić sporo przykrości. W swojej ofercie mam vouchery prezentowe i staram się doradzić najlepsze rozwiązanie.

 

 

Zdarza się, że klientka nie jest zadowolona z porad swojej stylistki. Co wtedy?

 

Klops! Jak w każdej dziedzinie mamy do czynienia z różnym poziomem usług, ale mamy też różne oczekiwania i gusta, no i „po ludzku” zdarza się nam nadawać na innych falach. Pamiętajmy też, że stylistka nie „wyczaruje” nam naszego stylu, jeśli sami nie mamy pojęcia, jaki efekt chcemy uzyskać. Mimo to nie warto się poddawać. Jedna z moich klientek trafiła do mnie po dwóch nietrafionych próbach.

 

 

Więc po czym poznać, że stylistka, która nas ubiera jest dobra?

 

Jeśli podobają się nam prace i materiały publikowane przez stylistkę, jeśli budzi nasze zaufanie, a w rozmowie i pracy rozumie nasze potrzeby – jest dobra, przynajmniej dla nas. Ale jeśli czujemy, że stylistka wciska nas na siłę w pewne rozwiązania i nie podoba nam się to, co widzimy w lustrze, czas brać nogi za pas.

 

 

Wiele kobiet uważa też, że wyglądać dobrze, to wyglądać szczupło. Co o tym mówią styliści?

 

Wciąż znajdują się tacy, którzy potrafią zawodowej modelce powiedzieć, że jest za gruba. I o ile większość fasonów prezentuje się najlepiej na wysokich i szczupłych sylwetkach, to moda od przeszło dekady coraz mocniej zatraca czy celowo deformuje proporcje – powiedziałabym, że w sposób, który dla większości z nas jeszcze długo będzie zbyt „brzydki”, by spróbować. Myślę, że wyglądać dobrze możemy wtedy, kiedy przede wszystkim czujemy się świetnie w swojej skórze, akceptujemy siebie i ubieramy się tak, by czuć się wyjątkowo i w zgodzie ze sobą. Jeśli rozmiar ma tu znaczenie, to tylko ze względu na ograniczoną rozmiarówkę. Ale na szczęście i to zaczyna się zmieniać.

 

 

Jakie zna Pani powszechne modowe zasady, które tak naprawdę są mitami?

 

Pierwsza to: czerń pasuje do wszystkiego. Czerń może i pasuje do wszystkiego, ale już takie zestawienie pasuje mało której osobie. Czerń także nie wyszczupla, a przynajmniej nie jest to takie oczywiste. Druga: nie można łączyć srebra i złota. Srebro i złoto mogą razem wyglądać świetnie i nie są na sztywno przypisane do danego typu urody. Buty i torebki dobieramy nie do siebie wzajemnie (ten sam czy inny kolor), ale do całości stylizacji, stąd świetnie może wyglądać połączenie luksusowej torebki i butów sportowych. No i klasyka nie jest nieśmiertelna – trencz sprzed 10 lat zwykle będzie wyglądał jak trencz sprzed 10 lat. Stąd lepiej mieć mniej ubrań, nosić i wymieniać je częściej, nie bojąc się czerpać z mody.

Dodaj komentarz