Nie wolno być biernym – o rzeszowskich obrońcach kościołów

Opublikowane przez Krzysztof, 11.02.2021 r. o godz. 13:57

rzeszowscy obrońcy kościołów

Nie wolno być biernym – o rzeszowskich obrońcach kościołów

W czasie gdy uczestnicy Strajku Kobiet atakowali kościoły i zakłócali nabożeństwa, oni stali na straży świątyń i nie dopuszczali do profanacji. Kim są rzeszowscy obrońcy kościołów? Czy spotkali się z agresją? Czemu było ich tak niewielu? Na te i inne pytania odpowiada nam Marcin Kowalski prezes podkarpackiego oddziału Młodzieży Wszechpolskiej i organizator rzeszowskiej obrony kościołów.

 

 

 

Mój Rzeszów: Co robić, jeśli w czasie nabożeństwa do kościoła wtargnie gromada ludzi ubranych na czarno i będzie zakłócać modlitwę, wykrzykiwać hasła?

 

 

Marcin Kowalski: Ja bym radził działać szybko i zdecydowanie. Wezwać odpowiednie służby, ale w szczególności nie dopuścić do profanacji. W razie czego to jest do wybronienia przed każdym sądem. Sfery sacrum nie ma prawa naruszać nikt i to bez względu na to czy chodzi o katolickie miejsca kultu czy też inne. Bronienie takich miejsc to nasz obowiązek.

 

 

 

Z przeświadczenia o świętości i nietykalności kościołów wziął się pomysł ich obrony?

 

 

Tak, z naturalnej potrzeby reagowania na zło które dzieje się dookoła, a wobec którego nie można być obojętnym. To postawa inna niż bierność, którą często spotykamy w naszym społeczeństwie. Warto odwołać się tu także do „ojca” polskiej myśli narodowej czyli Romana Dmowskiego, który w swoim fundamentalnym dziele „Myśli nowoczesnego Polaka” właśnie bierność definiował jako największą wadę polskiego społeczeństwa. Młodzież Wszechpolska odwołując się do myśli narodowej, stara się kształcić młodych ludzi właśnie w duchu aktywności wobec tego co się dzieje.

 

 

 

Czy w czasie strajków doszło w Rzeszowie do wielu incydentów?

 

 

Na szczęście nie. Myślę, że to dlatego, że na Podkarpaciu mamy jeszcze szacunek do miejsc i świętych symboli – to hamowało agresję wobec świątyń, chociaż bez niej się nie obyło. Miała miejsce próba wtargnięcia do kościoła oo. bernardynów w Rzeszowie. Udało się to udaremnić, choć broniący spotkali się z wyzwiskami. W Łańcucie, Stalowej Woli i Przeworsku doszło do dewastacji parafialnego mienia. Cmentarz wokół kościoła na Targowej w Rzeszowie też został oznaczony piorunem.

 

 

 

Spotkaliście się z agresją ze strony tłumu?

 

 

Pierwszego dnia większych protestów były jakieś próby szarpania obrońców kościołów, przepychanki. W porównaniu do Warszawy czy Katowic, gdzie dochodziło nawet do użycia ostrych narzędzi, obrzucania osób stojących pod Kościołami petardami, farbami czy kamieniami, to były jednak małe incydenty. Spotykaliśmy się z agresją słowną, ale umieliśmy na to odpowiedzieć.

 

 

 

Jak wielu znalazło się obrońców i kim oni byli?

 

 

Jako Młodzież Wszechpolska działaliśmy w wielu miastach Podkarpacia. W Rzeszowie zbieraliśmy się grupą kilkudziesięcioosobową, głównie byli to działacze narodowi, Młodzież Wszechpolska, Ruch Narodowy, trochę kibiców, troszkę ludzi niezrzeszonych i członków pomniejszych organizacji. Początkowo było nas niewielu potem, gdy akcja została nagłośniona, zgłosiło się więcej chętnych. Nie liczyliśmy się, ale podejrzewam, że
w szczytowych momentach było nas od 60 do nawet 100 osób. Byliśmy mobilni, bo przecież
Strajk też był mobilny i dzieliliśmy się tak, by zawsze przy obiektach zagrożonych było po kilka osób.

 

 

 

W katolickim kraju można było liczyć na większy odzew. Czy wsparły was katolickie młodzieżowe organizacje?

 

 

Niestety nie zidentyfikowaliśmy osób z tych grup. Kilkukrotnie, przy okazji różnych wydarzeń zdarzało nam się zwracać o pomoc do takich organizacji, ale odzew był znikomy. Jest to bardzo rozczarowujące. Nie chcę nikogo urazić, ale wydaje mi się, że formacja katolicka w tych ruchach jest „miałka”. Katolicyzm jest sprowadzony wyłącznie do sfery intymnej. Ludzie modlą się tam razem i w takim towarzystwie pokazują swoją wiarę, ale to nie wychodzi poza to zgromadzenie. Gdy zachęcamy do współdziałania, słyszymy od nich: „nie mieszamy się do polityki”. Moim zdaniem jest to sprytny wytrych, którym można tłumaczyć swoją bierność. Nie zgadzam się z tym, uważam, że katolik ma twardo głosić swoje poglądy zawsze i wszędzie, nawet jeśli ma to robić przeciwko całemu światu. To wynika zresztą z Ewangelii: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził”. Obowiązkiem katolika jest głosić Ewangelię, nawet wbrew całemu światu. Bronić swoich poglądów trzeba więc także w polityce, bo ona ma wpływ na życie społeczne, a my jesteśmy społeczeństwem. Niestety coraz mniej jest katolików, którzy w chwili próby potrafią twardo powtórzyć za prymasem Wyszyńskim „Non Possumus”. Czy to przy obronie kościołów, czy w kontrze do Marszów Równości zawsze działa się w Rzeszowie ta sama, niezbyt duża grupa ludzi.

 

 

 

Działacze PiS-u także nie rwali się, by wziąć udział w waszej akcji. Czy po apelu Jarosława Kaczyńskiego by bronić kościołów za wszelką cenę, ruszyli wam na pomoc?

 

 

W momencie wygłoszenia orędzia obrońcy kościołów działali już od blisko tygodnia. Liczba członków PiS-u, których przecież znamy, a którzy nam pomagali, była tak samo znikoma, przed jak i po apelu. Były to jednostki i to na ogół szeregowe. Warto wyróżnić w tym miejscu pana Jacka Kotulę, który mimo szykan partyjnych, gdy trzeba zawsze jest z nami. Bardzo zawiodłem się na PiS-ie, bo widzę, że w ich przypadku motywy światopoglądowe są tylko jakąś przykrywką, zasłoną dymną, dla problemów. Nikt nie chciał brać apelu na poważnie, może dlatego że nie był na poważnie wypowiedziany. Gdyby prezes Kaczyński chciał realnego zaangażowania swoich działaczy, to wytyczne dotyczące obrony świątyń, poszłyby do lokalnych oddziałów, a nic takiego nie miało miejsca. To też nie jest jedyna sytuacja, gdzie w sprawach światopoglądowych jesteśmy przez nich zostawieni. Tam, gdzie trzeba publicznie zaprezentować swoje poglądy, z PiS-em jest jak z grupami młodzieżowymi.

 

 

 

rzeszów obrońcy kościołówWobec bierności środowisk – zdawałoby się – zaprzyjaźnionych, media w większości działały jawnie przeciwko wam.

 

 

Tak i jesteśmy do tego przyzwyczajeni, wcale nas to nie zrażało. Podchwycono narracje pani Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz, która powiedziała, że pod kościołami stoją prywatne bojówki i to jest niedopuszczalne. Za to nie przeszkadzało jej, że podczas strajków które popierała, dochodziło do aktów wandalizmu. Czy powinno dziwić, że ktoś chciał temu przeciwdziałać? W Warszawie była sytuacja, że jedna z kobiet próbowała wtargnąć do kościoła, została zatrzymana, a media natychmiast przedstawiły nas jako stronę agresywną. Tymczasem uczestnicy strajków, którzy niszczą mienie i na zmianę skandują trzy wulgarne hasła, są przedstawiani jako uciśnieni przez dyktaturę, słusznie i w jedyny możliwy sposób wyrażający swój bunt. W tej sytuacji wychodzimy z założenia, że musimy robić swoje – i tyle.

 

 

 

Czasami przedstawia się was nawet jako „bojówki troglodytów”.

 

 

Kiedyś na twitterze miała miejsce ciekawa wymiana zdań. Adrian Zandberg zapytał, czy ktoś widział czytającego narodowca, po czym został zapytany ile lektur jest wymaganych, by wstąpić do partii Razem. Nie było na to odpowiedzi. By wstąpić do Młodzieży Wszechpolskiej trzeba m. in. zaliczyć pierwszy kanon lektur, później drugi, w takcie działalności dochodzą do tego dzisiątki „tekstów miesięcznych”, debat i dyskusji. Aby być Wszechpolakiem trzeba się rozwijać, a żeby się rozwijać trzeba czytać. Podobne zarzuty jak Pana Zandberga zbijamy więc śmiechem. Nie można nikogo przekonywać, że się nie jest wielbłądem. Osoby broniące kościołów dały wyraz swojej kultury osobistej przez sam fakt, że broniły miejsc świętych.

 

 

 

rzeszów obrońcy kościołówW mediach jest także narracja stawiająca kobiety w opozycji do mężczyzn. Czy w szeregach obrońców są także kobiety?

 

 

W moim pierwszym Zarządzie Okręgu na 7 osób 4 były kobietami, obecnie w 4 Okręgach MW w kraju funkcję prezesa pełni kobieta. Mamy więc sporo działaczek, również na wysokich stanowiskach, aczkolwiek niewątpliwie jest przewaga mężczyzn . Warto zauważyć, że nam, mężczyznom, sprzeciwiającym się aborcji, nie wolno było się wypowiadać „bo nie jesteśmy kobietami”, za to wśród protestujących byli mężczyźni, którzy mieli już to prawo, bo oni „wspierali kobiety”.

 

 

 

Ciąża zdaje się być sprawą kobiecą.

 

 

Dziecko musi mieć ojca i matkę. Wielkim problemem i przyczyną aborcji są różne postawy mężczyzn. To chyba jeden z głównych kwestii: łatwiej zapłacić za aborcję, niż podjąć odpowiedzialność wychowania swojego dziecka. Na własnym przykładzie wiem, że to nie jest proste zadanie (śmiech). O tym trzeba mówić: o zostawianiu kobiet w ciąży, o uciekaniu od alimentów, o braku zaangażowania, o namawiania do barbarzyńskiego czynu, jakim jest aborcja. Z drugiej strony trzeba podkreślać, że mężczyźni mają prawo i obowiązek dbać o życie swoich dzieci na każdym etapie ich rozwoju, także w fazie prenatalnej. Jestem ojcem, broniłem i będę bronił zdrowia i życia mojego synka w każdy możliwy sposób od momentu jego poczęcia. Takie podejście powinien mieć każdy ojciec.

 

 

 

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz