Podróż rzeszowskich bezdomnych do serca egzotycznych wysp

Opublikowane przez Redaktor, 30.11.2015 r. o godz. 06:58

Podróż bezdomnych

Podróż rzeszowskich bezdomnych do serca egzotycznych wysp

Gdzie znajduje się ziemski raj? Dlaczego kraje te są nazywane jednymi z najpiękniejszych na ziemi? Przez kulturę, przez ludność, a może po prostu przez to, że mają coś, czego brakuje krajom europejskim?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ponieważ poznanie historii, kultury, krajobrazów i zasobów tych krajów, a przede wszystkim poznanie ludności, wymagałoby spędzenia w nich kilku lat. Podróż taką można również odbyć w książkach, poprzez internet ale to jest niczym w porównaniu do realizmu, którego nie każdy z nas może dotknąć fizycznie.

Rzeszowscy bezdomni, zostali w taką podróż zabrani przez p. Arkadiusza Leśniak-Moczuk, który miał okazję w zeszłym roku popróbować przysmaków wysp indonezyjskich, poznać tamtejszą kulturę i obcować z ludnością, która jest bardzo otwarta na obcokrajowców i życzliwa w stosunku do nich.

Każdy region zróżnicowany jest pod kątem jedzenia. Żywią się oni głównie ryżem, rybami i mięsem, ale jako Muzułmanie, nie jedzą wieprzowiny – tłumaczył uczestnikom pan Arkadiusz. Innym z wielu motywów był aspekt opieki medycznej: „Szpital w którym byłem, znajdował się w piwnicy. Są tam bardzo złe warunki sanitarne do leczenia pacjentów”.

„Ja pasjonuję się samochodami i motoryzacją, stąd zabrali mnie na tor pod Dżakartą”. Inną sensacją, nie spotykaną w Europie były potrawy, które oni tam przygotowywali: „W przydomowym barze nóżki kurze stoją cały dzień i nikt nie przejmuje się, że to może się zepsuć. Nie dbają o higienę tak jak my. Europejczycy w Indonezji są egzotyczni, dla tamtejszych mieszkańców. Ale trudno im się dziwić, mówiąc o takim podejściu, skoro chociażby Polacy tak samo myślą o osobach pochodzenia azjatyckiego.

Wszyscy znają nasz kraj z tego, że flaga indonezyjska jest odwróceniem polskiej. Tamtejsi mieszkańcy cechują się duża otwartością, a niespotykanym faktem w naszym kraju jest to, że młodzież zamiast spędzać czas w pubach na piwie, spotyka się na grze w karty.

Ciekawostką tamtejszych wysp jest także owoc Duriana, który nie jest znany w Polsce. Ma on bardzo brzydki zapach, będący połączeniem „skarpetek z wymiocinami”. Owoc ten jest ich przysmakiem, ale jego jedzenie w miejscach publicznych jest zabronione.

Prelekcję p. Arkadiusza zakończył krótki wywiad będący podsumowaniem całej prezentacji. Mieszkańcy bardzo chętnie zadawali pytania prelegentowi o następującej treści:

– Kiedy był pan w Indonezji?

Byłem tam w zeszłym roku na wakacjach.

– W jaki sposób pan poznał tych ludzi?

Zaprosiłem ich do siebie do domu. Kiedy przyjechali po raz pierwszy do Europy, jedyną rzeczą, która zaskoczyła ich najbardziej był śnieg. Oni czegoś takiego nie mają w Indonezji, tam jest bardzo gorąco, więc o śniegu można zapomnieć. W zimie jest pora, która nazywa się u nich deszczową. Temperatura wtedy wynosi ok. 30 stopni Celciusza.

– Co panu utkwiło najbardziej w pamięci z tej podróży?

Najbardziej utkwili mi ludzie. Ta ich dobroć i otwartość na moja osobę. Wystarczyło być dobrym i wróciło to z powrotem do mnie. Gdzie bym nie poszedł, spotkałem się z dużą życzliwością tych ludzi. Nie wiedziałem dokąd jadę tak naprawdę i co zastanę na miejscu i doznałem pozytywnego zaskoczenia

– Kto panu finansował pańską podróż?

Podróż wspomogli finansowo rodzice, ale było taniej, bo mieszkałem u rodzin, które mnie żywiły w ramach życzliwości i okazanej wdzięczności za pobyt u mnie. Pomagali mi bardzo w trakcie zwiedzania.

– Wybierając pomiędzy Polską, a Indonezją, gdzie wolałby Pan mieszkać w późniejszym okresie życia?

Uczucia są zróżnicowane. Do mieszkania jest tam idealnie, jeśli chodzi o lato; jest tam o wiele biedniej niż u nas, ale ważne są relacje pomiędzy ludźmi, którzy mają w sobie niesamowitą energię. Nie chciałbym opuszczać swojego rodzinnego miejsca. To pytanie pozostawiłbym raczej otwartym na chwilę obecną.

– A jak oni odbierają Europejczyków?

Odbierają nas jako egzotycznych. Nam się wydaje, że jedziemy w egzotyczne miejsce, ale tak naprawdę jest na odwrót, to oni nas odbierają jako innych. Musimy patrzeć na to wszystko z ich punktu widzenia. Ja tam byłem białasem wręcz.

– Nie rozchorował się pan z powodu braku higieny?

Nie, zupełnie nie, byłem w dobrej kondycji fizycznej. Nie zdążyłem wziąć szczepionek specjalistycznych, tylko podstawowe. Nic się tam nie stało złego. W moim dzieciństwie nie było przesadnego dbania o higieną, tak samo jest tam. Nie chorowałem będąc dzieckiem. Bakterie żyją w nas i tam wystarczy się przyzwyczaić. Z pozoru to się wydaje złe, ale potem się nie patrzy na to.

– Czy są jakieś plany na kolejną podróż?

Ta podróż wyszła przypadkowo. Zaprosiłem gości indonezyjskich do mnie do domu, później z rewanżem, ja byłem w ich kraju. Dlatego też nie jestem w stanie niczego dzisiaj przesądzać.

Tekst i zdjęcie R. Fajger

Dodaj komentarz