Chcę zostawić po sobie ślad

Opublikowane przez Redaktor, 18.07.2012 r. o godz. 09:56

Chcę zostawić po sobie ślad

Takich ludzi, jak Tomasz Szczepanik mało jest w świecie „gwiazdorskim”. Trudny charakter, ale romantyk. Lubi harmonię, naturę i przestrzeń. Jego muzyka wypływa z serca i jest jego częścią. Obecnie z braćmi tworzą zespół, jakiego jeszcze nie było. Jako mężczyzna jest spełniony, a jako twórca zawsze będzie dążył do doskonałości. Zapraszam na wywiad z Tomaszem Szczepanikiem.

RRz.

Kiedy zrodził się pomysł, aby założyć zespół, jak to się zaczęło?

Pectus powstał w 2005 roku w pięknym mieście Rzeszowie w Instytucie Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, gdzie wspólnie z Witkiem Paśko – kolegą ze studiów pomyśleliśmy, że fajnie byłoby grać i robić coś pozytywnego. Zaprosiliśmy kilku kolegów z instytutu. Ja przyniosłem pierwszy utwór na próbę. To była piosenka pt. „Tańczę” i tak się zaczęło. Postanowiliśmy grać swoje kompozycje, ja zacząłem pisać coraz więcej swojej autorskiej muzyki i tekstów. Nasze początki nie były łatwe, jednak wiara w marzenia dała efekty i mogę robić to, co kocham.

Jakie Twoje marzenia się spełniły, czy są jeszcze jakieś, o których możesz nam powiedzieć?

Generalnie mężczyzna powinien spłodzić syna, zasadzić drzewo, wybudować dom i szczerze udało mi się to. Zasadziłem trzy drzewa na podwórku, mój syn Staś ma już 9 miesięcy i dom stoi. Jako mężczyzna jestem spełniony, ale jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to jeszcze wiele przede mną. Jestem twórcą i kompozytorem, więc nie mogę przewidzieć, kiedy przyjdzie wena twórcza, jakiś pomysł na stworzenie czegoś fajnego. Obecnie piszę muzykę do spektaklu teatralnego „Antygona 2012”, gdzie główną rolę gra Joanna Liszowska, a reżyserem jest Tadeusz Kijański. Tworzę muzykę do słuchowisk Teatru Polskiego Radia. Komponuję również dla innych artystów. Obecnie wspólnie z moimi rodzonymi braćmi przygotowujemy trzecią płytę PECTUS.

Rzeszowianie bardzo sobie cenią, że nie wstydzisz się, iż pochodzisz z Rzeszowa, czy tak pozostanie?

Jestem z tego bardzo dumny. Zawsze powtarzam, że marka „Pectus” powstała w Rzeszowie. W tym roku również mamy zaszczyt wystąpić na międzynarodowym festiwalu CARPATHIA. W 2006 roku, kiedy zdobyliśmy Grand Prix był to nasz pierwszy występ na profesjonalnej scenie, dlatego wracam tu z wielkim sentymentem. Wiele tutaj przeżyłem mieszkając 11 lat w Rzeszowie. Poznałem fantastycznych ludzi, z którymi do dzisiaj mam bardzo dobre relacje. Z wielką radością patrzę, jak to miasto zmienia się na „IN PLUS” . Nie wstydzę się powiedzieć moim kolegom ze Szczecina, Warszawy, czy z Poznania, że to właśnie w Rzeszowie zaczynałem i że jest to piękne i czyste miasto z ogromnym potencjałem. Oczywiście zdarzają się jak wszędzie malkontenci, zwolennicy obcinania skrzydeł i tacy, którzy widzą wszystko w czarnych barwach. Nie należy się jednak takimi ludźmi przejmować i  robić swoje.  Pectus niewątpliwie dołożył swoją małą cegiełkę do kulturalnego rozwoju tego regionu.

{loadposition ReklamaArtykuly}

Jesteś kompozytorem i wykonawcą swoich utworów. Co chciałbyś przekazać światu, jakie wartości zawierają teksty piosenek, które śpiewasz?

Kiedyś powiedziałem „chcę zostawić po sobie ślad”. Wczoraj rozmawiałem z Markiem Kościkiewiczem dość długo o tym, co zrobić by ludzie o nas pamiętali. Odpowiedź jest prosta – tworzyć. Moje teksty są szczere, a historie, o których śpiewam są takimi, które sam doświadczyłem lub zaobserwowałem. Przypomniał mi się pewien email, który otrzymałem po zdobyciu Słowika Publiczności w Sopocie w 2008 roku z piosenką „To, co chciałbym Ci dać”. Napisała do mnie kobieta, która jechała samochodem ze swoim synem i słuchali właśnie tej piosenki. Rozmawiali ze sobą o tym, co znaczą słowa tej piosenki. Utwór ten bardzo ich poruszył. Kilka dni później jej syn zginął w wypadku samochodowym. Napisała do mnie, że ta piosenka pomogła jej przetrwać ten trudny okres po stracie syna. Dla tego jednego świadectwa warto było napisać tę piosenkę.

Twój styl to taki „łagodny rock”. Czy to wynika z Twojego charakteru, czy w życiu osobistym i zawodowym również jesteś takim subtelnym, a zarazem rockowym facetem?

Jestem spod znaku skorpiona, a więc człowiekiem trudnym do życia, w szczególności dla osób najbliższych (śmiech). Generalnie jestem romantykiem, lubię przestrzeń, naturę, harmonię. Moja muzyka wypływa z serca i jest częścią mnie. Nawet, jeśli piszę na zamówienie zawszę chcę, aby efekt końcowy zawierał moje charakterystyczne elementy harmoniczne. Zawodowo jestem bardzo wymagający, co nie spotyka się z aprobatą. Lubię mieć rzeczy dopięte i dopracowane, bo tylko taka praca przynosi efekty. PECTUS oznacza przecież „siłę woli” „hart ducha” i „upór w dążeniu do celu”, dlatego nazwa również zobowiązuje.

Kto jest Twoim zdaniem najbardziej pozytywną postacią Rzeszowa?

Spotkałem na swojej drodze wiele pozytywnych ludzi w Rzeszowie, a z niektórymi nawet się bardzo zżyłem. Pani Profesor Marta Wierzbieniec dyrektor Filharmonii Podkarpackiej, przekazała nam w czasie studiów w Instytucie Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego mnóstwo cennych wskazówek nie tylko w sprawach muzycznych, ale także życiowych. W kontekście Carpathii muszę wymienić Anię Czenczek i Waldka Wywrockiego, którzy stworzyli w Rzeszowie międzynarodowy festiwal dla młodych twórców dając im niesamowitą szansę rozwoju. Ci ludzie zasługują na wielki szacunek, oby takich ludzi było więcej. Wasz portal, który nazywa się Pozytywne Miasto Rzeszów, również jest dowodem na to, że Wy jesteście pozytywni, że chcecie robić coś fajnego, coś pozytywnego, że chcecie mówić o mieście jak najlepiej.

Zespół Pectus

Teraz zespół Pectus składa się z braci, jak licznym rodzeństwem jesteście i czy macie siostrę?

Czterech braci, siostry brak (śmiech). Marek gra na perkusji, Mateusz na gitarze basowej, a Maciek na gitarze. Wspólnie tworzymy zespół w zasadzie od pół roku, może trochę realizując marzenie naszej mamy, która zawsze chciała nas zobaczyć na jednej scenie (śmiech). Nigdy nie spodziewałem się, że nasza współpraca będzie wyglądała tak pozytywnie i efektywnie. Kiedy rozstałem się z moimi byłymi muzykami było mnóstwo niepewności. Jednak z perspektywy czasu widzę, że los przygotował dla mnie coś lepszego i ciekawszego. Szczerze mówiąc nigdy na polskiej scenie muzycznej nie było zespołu, w którym występowaliby czterej rodzeni bracia. Mam nadzieję, że wspólnie z naszymi fanami będziemy przeżywać jeszcze wiele muzycznych wzruszeń. Ja w dalszym ciągu będę rozwijał markę Pectus, którą zapoczątkowałem w 2005 roku.

Wszyscy to pamiętamy i nikt Ci tego nie odbierze. Chwała za to waszym rodzicom, że wychowali czterech mężczyzn, którzy potrafią razem tworzyć zgrany zespół muzyczny, jak również zgraną, pozytywną rodzinę. Gratuluję i dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy na oficjalną stronę zespołu: www.pectus.com.pl

Wszystkiego najlepszego.

Rozmawiał Roman Rzońca

Dodaj komentarz